środa, 28 września 2016

Trochę lepiej


Ostatni okres w moim życiu to jakaś masakra. Zaczęło się w czerwcu i trwa nadal. Już tłumaczę, o co chodzi. Jak wiecie, choruję na MPD (mózgowe porażenie dziecięce) od urodzenia i wszystko, co związane z tą chorobą (spastyka, osłabienie itp.) dokucza mi od zawsze. Ostatnio jednak się to bardzo nasiliło.

Życie nigdy nie jest proste, a tym bardziej jeśli się choruje. Moje zmieniło się w ciągu paru dni. Nagle dostałam bardzo silnych przykurczy. One nie bolą, ale bardzo utrudniają funkcjonowanie. Wygląda to tak, że np. jeżeli udało mi się cokolwiek chwycić, to już nie mogłam tego puścić/odłożyć. Jedzenie, wc, ubieranie się, czy obsługa komputera - to wszystko stało się dla mnie męczarnią. Stąd decyzja o zawieszeniu bloga. Po prostu nie byłam w stanie pisać. Oczywiście zgłosiłam się do lekarza. Najpierw do rodzinnego (wtedy zaczęła się moja „przygoda” z lekami). Dostałam lek rozluźniający Betlofen, po którym mogłam spać cały czas. Po jakimś czasie poprosiłam o zmianę leku. Potem próbowałam dostać się do neurologa. Udało się, ale na wizytę trzeba było niestety czekać ponad miesiąc. I tak z czerwca zrobił się lipiec. W między czasie dostałam inny lek o nazwie Mydocalm 3 razy dziennie. Te leki działały w sumie dobrze, ale przez krótki okres czasu. Brałam te tabletki co 4 godziny przez miesiąc. Odbiło się to na moim żołądku. Cały czas było mi niedobrze. A przykurcze i tak wracały. Moja psychika też ucierpiała. Wpadałam w złość albo w płacz (bo nie mogłam nic zrobić sama, ani pomóc osobom, które mi pomagały i to było chyba najgorsze).

Gdy w końcu doszło wizyty lekarskiej ,dowiedziałam się, że to od choroby i  będzie coraz gorzej. Jednak lekarz po zbadaniu mnie, zaproponował mi krótki pobyt w szpitalu i tak zwane "ostrzykiwanie" botuliną (czyli kwasem kiełbasianym). Dał mi także inny lek, ponieważ na miejsce w szpitalu też trzeba było czekać miesiąc. Mój kolejny lek to Sirdalud ½ tabletki dziennie. Po zażyciu tego leku po około 15 minutach czułam się jak naćpana. Objawy: zawroty głowy, zdezorientowanie, zasypianie na siedząco. Ja po prostu nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Totalny odlot. A przykurcze w godzinach wieczornych powracały. Na tym leku wytrzymałam tydzień. Wróciłam do brania Mydocalm, bo ten lek najlepiej znosiłam.

Pobyt w szpitalu zaczął się 14 września i byłam tam tylko dwa dni. Zrobili mi podstawowe badania, czyli krew i mocz. Najgorsze były zastrzyki domięśniowe w ręce (po 4 zastrzyki w różne mięśnie ręki). To było strasznie bolesne. Siniaki mam nadal. 

Jak jest teraz? Przykurcze zniknęły. Moje ręce są strasznie słabe i obolałe. Nadal mam trudności z radzeniem sobie, ale mam nadzieje, że powoli dojdę do siebie. Wizytę kontrolną mam w listopadzie i zobaczymy co dalej… Psychicznie też trochę lepiej, ale to zasługa mojego chłopaka, moich rodziców, Alex i Adrienne. Byli cały czas przy mnie i nadal są. Dziękuje Wam!

Prześlij komentarz

© Colletta & Co.
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą" KRS 0000037904 Cel szczegółowy: Sylwia Kośmider 4742 - Przekaż 1%.