wtorek, 11 kwietnia 2017

Wyjścia do WC - pół żartem pół serio

Dziś u mnie pół żartem pół serio. Ten kto mnie zna osobiście wie, że nie lubię imprez, dyskotek, balów itp. nawet kiedyś wspomniałam o tym,w którymś wpisie, ale niestety czasem trzeba się gdzieś pojawić bo po prostu tak wypada.

Jak wiecie jestem uczestnikiem WTZ ( Warsztat Terapii Zajęciowej dokładnie w Czeszewie ), który organizuje różne imprezy, bale, wyjazdy. Przyznaje się, że zazwyczaj się wykręcam od takich wspólnych zabaw, ale wcale nie dlatego, że nie chcę się integrować jak to niektórzy twierdza, ja po prostu nie lubię od zawszę takich zabaw,. Jest mi przykro jak patrzę, że ktoś się świetnie bawi, a ja siedzę na wózku i nie mogę.


No ale skończmy o tych smutkach bo dzisiaj miało być o czymś innym, w grudniu WTZ zorganizował wigilie w restauracji i właśnie tam, a dokładnie w WC przyszedł mi do głowy pomysł na wpis, dlaczego w WC? 

Już tłumacze. 

A więc tak jak już muszę gdzieś iść, a takim przykładem może być wigilia to ja najbardziej lubię wyjścia do WC dlaczego? Jak wiecie potrzebuje pomocy, a toalety w Polsce, a tym bardziej w małych miejscowościach są kiepsko przystosowane do osób niepełnosprawnych (na próżno szukać tu np. poręczy) więc idą ze mną terapeutki, co zaskakujące każda chce iść :), to jest taka nasza rozrywka wciągu dnia (zawsze jest śmiesznie, a co najważniejsze jestem z nimi bezpieczna, żadna z nich mnie nie puści choćby się waliło).

Ja na co dzień na warsztacie jestem pod opieką pani Marty i to ona wychodzi ze mną do ubikacji, ale przy pomocy drugiej pani. (u nas na WTZ jest większość kobiet więc mam w czym wybierać hehe) 

Opowiem Wam teraz krótko kilka takich sytuacji toaletowych

Może zacznijmy od wycieczki nad morze gdzie poznałam Asie moją późniejszą fizjoterapeutkę, w tedy jeszcze nie byłam uczestnikiem WTZ,

a na wycieczkę dostałam się z takiego projektu dla osób niepełnosprawnych. Asia była jednym z opiekunów pomagała mi we wszystkim, a więc tak wycieczka dla osób niepełnosprawnych hotel piękny z windą na pierwszy rzut wszystko idealnie, ale po wejściu do pokoju okazało się że owszem pokój z łazienką, ale tak mała niespodzianka na próżno było tam szukać poręczy itp. rzeczy. Oczywiście dawałyśmy sobie rade ze wszystkim, ale ta np. poręcz dużo by ułatwiła. 

Co Wy o tym myślicie?

To jeszcze nie koniec wycieczkowych wspomnień z WC. Jak wracaliśmy z tej wycieczki mieliśmy przystanek na jakiejś stacji nie pamiętam dokładnie gdzie to było no i poszłam z Asią do łazienki no i co się okazało? No owszem była łazienka oznaczona dla osób niepełnosprawnych weszliśmy tam i nie wiedzieliśmy czy mam zacząć się śmiać czy płakać… Jedna dobra wiadomość była poręcz, ale dojście do kibelka było tak utrudnione (no tragedia) stały tam jakieś przedmioty których w ogóle nie powinno być. Totalny burdel… Asia na szczęście obrotna kobieta, więc dałyśmy sobie rade.

Następna „wyprawa do WC” która zapadła mi w pamięci to wyjazd z WTZ do Jarocina takie spotkanie dla osób niepełnosprawnych na rynku były tam konkursy itp. z naszego warsztaty jechaliśmy w 5 + 2 terapeutów pan Tomek i pani Marta. Byliśmy tam parę godzin więc nie szło opuścić wyjścia do WC no i w pewnym momencie musiałam iść, nie wiem czy kiedyś tam byliście, ale okazało się że łazienki są pod rynkiem (na początku myślałam, że pani Marta żartuje, ale nie mówiła serio) trzeba było zejść schodami w dół i to nie 2,3 schody, było ich sporo… a po zejściu nic nie lepiej na próżno szukać znaczka dla osób niepełnosprawnych, no więc nie miałam wyjścia i poszłyśmy do zwykłej gdzie było strasznie ciasno… na szczęście moja pani jak mnie chwyci to nie puści, więc wszystko dobrze się skończyło i wspominamy to z uśmiechem na twarzy co nie zmienia faktu że takie miejsca powinny być bardziej dostosowane.

Kolejna akcja łazienkowa odbyła się podczas spotkania z przedszkolakami na sali w Czeszewie. Wiadomo, że siku trzeba iść bo wstrzymywanie jest nie zdrowe he he no to zawołałam dwie panie, które akurat miały chwile czasu, po wjechaniu do tej malutkiej łazienki okazało się że nie ma co liczyć na dojechanie wózkiem do kibelka, poręczy oczywiście brak i strasznie mało miejsca. Pani Gosia z panią Ulą postawiły mnie na nogi i co dalej? No oczywiście my dałyśmy radę, tylko kibelek nie bardzo klapa spadła he he, ale ciiii jak by co to nie my… :)

Takich sytuacji łazienkowych w moim życiu było sporo, ja tu opisałam tylko trzy wybrane. Zawsze jest śmiesznie i jestem bezpieczna, ale wszystkie miejsca publiczne POWINNY BYĆ DOSTOSOWANE DO OSÓB Z RÓŻNĄ NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ!

Teraz zdanie do moich terapeutek byłych i obecnych.

Z Wami wyjścia do WC są super he he lubię je! :)

fot. unsplash.com


Prześlij komentarz

© Colletta & Co.
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą" KRS 0000037904 Cel szczegółowy: Sylwia Kośmider 4742 - Przekaż 1%.