piątek, 10 czerwca 2016

Wywiad z księdzem Bartoszem Rajewskim

Ksiądz Bartek jest naszym byłym wikariuszem, obecnie pracuje w  polskiej parafii przy Little Brompton Oratory w Londynie.
  1. Czy ma ksiądz w swoim otoczeniu osoby niepełnosprawne/chore? Ile tych osób jest? Jakie są to osoby w sensie osobowości/charakteru?
Osoby niepełnosprawne są pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, czy też jego mniejszych grup, jak np. parafia, szkoła, zakład pracy. Nie chciałbym jakoś specjalnie wyodrębniać tych osób, gdyż sam fakt, że ktoś jest nie w pełni sprawny, nie czyni go mniej wartościowym czy nadzwyczajnym członkiem danej społeczności. Dlatego odpowiadając na Twoje pytanie, chcę powiedzieć, że owszem są w moim otoczeniu osoby niepełnosprawne, odwiedzam regularnie chorych, to jednak nie chciałbym jakoś ich wyliczać, jakby były swoistym zjawiskiem. Podkreślam – wg mnie to tacy sami ludzie, jak ja i daleki jestem od traktowania osób chorych bądź niepełnosprawnych w sposób sugerujący ich odmienność.
  1. Jaki jest księdza stosunek do osób niepełnosprawnych? I czy zawsze tak było? Czy coś się w tym temacie zmieniło?
Myślę, że już wcześniej dużej mierze odpowiedziałem na to pytanie. Natomiast jeśli pytasz, jak ewoluował we mnie stosunek do osób niepełnosprawnych, to chyba z wiekiem staję się bardziej wrażliwy na ludzkie cierpienie.
  1. Czy uważa ksiądz, że niepełnosprawność bądź choroba determinuje nasze życie?
Każdy z nas powinien odpowiedzieć za siebie. Osobiście uważam, że nic ani nikt nas nie determinuje. Nie ma barier, których nie można pokonać. Wszystko zależy tylko i wyłącznie – no właśnie – od naszej osobistej determinacji.

  1. Czy uważa ksiądz, że choroba lub niepełnosprawność jest usprawiedliwieniem by nie robić nic ze swoim życiem?
Jako chrześcijanin uważam, że nic nie usprawiedliwia lenistwa. Nic też nie zwalnia nas z troski o kształtowanie w sobie coraz pełniejszego obrazu Chrystusa, abyśmy na koniec życia mogli powiedzieć za św. Pawłem: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2Tm 4,7).
  1. Jakie księdza zdaniem jest przystosowanie środowiska do osób niepełnosprawnych/chorych? Co powinno się zmienić?
Nie mam jakiejś szczególnej wiedzy na ten temat. Mieszkam w Londynie. Tutaj nikogo nie dziwi widok człowieka niepełnosprawnego na przystanku autobusowym, w kościele, pubie czy po prostu na ulicy. W Polsce też te problemy nie są już takie, jakie były jeszcze kilka lat temu. Przed miesiącem organizowałem pielgrzymkę do Polski z okazji Jubileuszu 1050-lecia Chrztu. Pielgrzymowała z nami kobieta na wózku inwalidzkim, od dziecka dosyć poważnie niepełnosprawna. Nie doświadczaliśmy większych trudności z tego tytułu.
  1. Jak księdza zdaniem niepełnosprawni/chorzy radzą sobie na rynku pracy? Nie uważa ksiądz, że praca dla osób niepełnosprawnych jest trochę fikcją literacką?
Tu znów dotykamy kolejnej kwestii, o której nie mam zielonego pojęcia. Mam znajomych niepełnosprawnych w Polsce, którzy pracują w zakładach pracy chronionej. Wiem jednak, że na tym polu jest jeszcze wiele do zrobienia. W Londynie niemal codziennie spotykam osoby niepełnosprawne, które pracują np. w sklepie, w działach obsługi klienta, na lotniskach.
  1. Co sądzi ksiądz o związkach osób niepełnosprawnych bądź chorych ze zdrowymi i czy uważa ksiądz, że są one ciężarem? A jeśli tak to czy to oznacza, że mają sobie odmawiać prawa do szczęścia?
W żadnym razie nie uważam, że takie związki są w jakimś sensie gorsze lub bardziej zagrożone rozpadem, niż związki osób pełnosprawnych. Więcej nawet, myślę że skoro motyw ofiary w miłości dwojga ludzi, a więc poświęcenia, rezygnacji z własnego „ja” jest elementem kluczowym, to w przypadku związku osoby niepełnosprawnej z pełnosprawną nabiera on jeszcze bardziej wyjątkowego i zespalającego związek waloru. Miłość nie wybiera :)
  1. Co sądzi ksiądz o systemie edukacji w Polsce? Czy Twoim zdaniem jest on dostosowany do osób niepełnosprawnych bądź chorych i dlaczego?
Widać w tej dziedzinie pewien postęp. Wszak dobrze wiesz, że do edukacji mają taki sam dostęp wszyscy. Istnieją specjalne programy edukacyjne, a nawet specjalne ośrodki kształcenia osób niepełnosprawnych. Są też szkoły integracyjne. Same budynki pewnie w różnych miejscach i w zależności od wieku są różnie przygotowane. Z całą pewnością nie dziwi dzisiaj nikogo obecność niepełnosprawnego człowieka w szkole czy na uczelni, niezależnie czy będzie to dziecko, gimnazjalista, nauczyciel czy wykładowca. Sam wciąż studiuję i mam na roku osoby niepełnosprawne. Oczywiście, jak we wszystkim zdarzają się niechlubne wyjątki, tzn. sytuacje i miejsca, gdzie progres byłby bardziej pożądany. Z pewnością i w tym względzie można dużo zmienić, poprawić
  1. Co sądzi ksiądz o stosunku młodzieży do osób niepełnosprawnych bądź chorych? Czy uważa ksiądz, że młodzież jest tolerancyjna?
Myślę, że tak. Tak, jak wspomniałem wcześniej – dzisiaj nie dziwi nikogo obecność człowieka niepełnosprawnego. W czasach nie tak bardzo odległych (na szczęście :) ), kiedy byłem jeszcze dzieckiem, wyglądało to nieco gorzej. Poza tym nie wiem, czy należy mówić o tolerancji w stosunku do osób nie w pełni sprawnych. Człowiek niepełnosprawny jest takim samym człowiekiem, jak jego pełnosprawny sąsiad. Nie ma tu czego tolerować bądź nie tolerować. Tolerancja jak i idąca z nią w parze akceptacja stają się wyznacznikiem moralnej oceny ludzkiego postępowania oraz programem na życie i celem rozwoju człowieka jako osoby. Osoba niepełnosprawna nie podlega ocenie moralnej jako taka. Przykładowo, mogę zaakceptować chorobę kogoś bliskiego, ale nie powinienem jej tolerować. Tolerować oznacza bowiem zaniechać jakichkolwiek działań, które mogą prowadzić do zmiany stanu rzeczy, czyli do poprawy stanu zdrowia, jakości życia itp. W przypadku choroby powinniśmy jednak podejmować wszelkie działania, aby poprawić stan chorego. Podobnie wygląda moim zdaniem kwestia tolerancji wobec osób niepełnosprawnych. Choć słowo tolerancja jest w tym przypadku nie do końca dobrze użyte. Powinno się mówić raczej o tolerancji i nietolerancji wobec niepełnosprawności czy wobec choroby niż wobec człowieka.
  1. W kontekście osób niepełnosprawnych/chorych jesteś za eutanazją czy nie? Czy uważa ksiądz, że osoba chora bądź niepełnosprawna ma prawo do podjęcia decyzji kończącej własne życie?
Problem eutanazji dotyczy najbardziej delikatnej kwestii – ludzkiego życia. Eutanazja jest pytaniem dzisiejszego człowieka o cierpienie i śmierć. Czy człowiek, który cierpi, musi cierpieć? Jakie znaczenie i sens ma jego cierpienie? Czy jest potrzebne? Czy człowiek ma prawo do śmierci? Są to pytania, na które nie może odpowiedzieć medycyna, bowiem pytania te są pytaniami filozoficznymi i religijnymi. Eutanazja jest problemem moralnym i tylko religia oraz filozofia może się w tej kwestii wypowiedzieć. Jako chrześcijanin nie tylko wierzę w dobroć świata, ale także wiem, że cierpienie i śmierć mają pozytywny sens. Cierpienie i śmierć, chociaż obiektywnie są złe , mogą nieść w sobie dobro. Chrystus wyzwolił nas z lęku przed cierpieniem i śmiercią, ponieważ sam przyjął jedno i drugie. W cierpieniu i śmierci jest obecny i towarzyszy człowiekowi Jezus, dlatego cierpienie i śmierć każdego człowieka mogą mieć wartość zadośćuczynią oraz być udziałem w zbawczej misji Jezusa. Wielu chorych, często obłożnie i nieuleczalnie chorych, rozumie te kwestie lepiej ode mnie. Cierpienie jest ponadto tajemnicą, którą nie zawsze można do końca zgłębić ludzkim rozumem, ale można ją zaakceptować ufając miłującej Opatrzności Boga — dobrego Ojca. W patrzeniu na śmierć chrześcijaństwo także idzie o krok dalej. Kościół katolicki wielokrotnie wypowiedział się na temat eutanazji. Najważniejszymi wypowiedziami są Deklaracja Kongregacji Doktryny Wiary „Iura et bona”, „Evangelium vitae” oraz Katechizmie Kościoła Katolickiego. Wszystkie te dokumenty na pierwszym miejscu stawiają problem wiary i prawa człowieka do życia. Życie ludzkie pochodzi od samego Boga. Tylko Bóg jest Panem życia. Jest ono święte i nietykalne. Eutanazja jest zabójstwem. Prawo dopuszczające możliwość pozbawienia życia jest uzurpowaniem sobie prawa, którego nikt nie posiada. Kościół jednak bardzo precyzyjnie określa co rozumie przez eutanazję. Eutanazją jest czynne spowodowanie śmierci człowieka chorego lub cierpiącego. Nie jest zaś eutanazją zaprzestanie działań gdy choroba zbliża się ku śmierci i nie można temu przeszkodzić. Nie jest też eutanazją podawanie choremu środków znieczulających, które mogą skrócić życie, jeśli mogą one ulżyć choremu, a śmierć jest nieuchronna. Problem osób, które decydują się na eutanazję, to niemal zawsze problem osób, które zamiast miłości i troski, należytej opieki i działań prowadzących do zredukowania cierpienia, spotkały się z odrzuceniem i samotnością, zostały pozbawione należytej opieki i skazane na nieludzkie cierpienie. Dobrze znasz zapewne sprawę Janusza Świtaja, który żądał eutanazji, ale gdy zapewniono mu odpowiednią pomoc i zauważono jego problemy, na nowo odżył, rozpoczął studia, a dzisiaj sam pomaga tym, którzy opowiadają się za eutanazją. Konkludując i odpowiadając na Twoje pytanie, z całą stanowczością pragnę zaznaczyć, że żaden człowiek nie powinien podejmować decyzji o końcu własnego bądź cudzego życia.
  1. Co ksiądz sądzi na temat aborcji w kontekście dzieci niepełnosprawnych i dzieci z gwałtu?
Dotykamy tutaj kolejnej bardzo delikatnej kwestii. W kontekście aborcji mamy do czynienia z \dwoma osobami, a więc z godnością matki i godnością poczętego dziecka. Nie można powiedzieć, że matka ma prawo do aborcji, gdy dowiaduje się, że jej dziecko jest niepełnosprawne. Przecież chory czy niepełnosprawny człowiek jest takim samym człowiekiem, jak Kowalski czy Nowak. Dopuszczając aborcję ze względu na chorobę dziecka bądź jego niepełnosprawność, uznalibyśmy brak podstaw do życia dla wszystkich ludzi chorych i niepełnosprawnych. To ogromna obłuda i manipulacja zwolenników aborcji. Fakt, że ktoś jest chory jeszcze przed urodzeniem, nie odbiera mu prawa do życia! Jeśli zaś mówimy o dziecku poczętym w wyniku gwałtu, również trzeba podkreślić, że sposób poczęcia, nawet tak brutalny i ze wszech miar godny potępienia, jak gwałt, nie ma wpływu na godność osoby i wartość życia dziecka. Nie ma znaczenia, czy ktoś został poczęty w sakramentalnym małżeństwie pełnym miłości, czy w samochodzie zaparkowanym w piątkowy wieczór przed wiejską remizą, czy w dyskotekowej toalecie. Każdy, bez względu na swój początek ma taką samą godność i takie samo prawo do życia. Oczywiście, w przypadku gwałtu dotykamy okrutnego dramatu przed wszystkim skrzywdzonej kobiety i poczętego dziecka. Czy jednak naprawdę dobrym rozwiązaniem jest generowanie kolejnego dramatu – aborcji. Nie słyszałem nigdy o pozytywnych skutkach takiego działania. Mówią obrazowo: podpalili mi samochód, więc żeby zmniejszyć cierpienie, spalę także swój dom. Absurd. Winny gwałtu powinien zostać ukarany. Tymczasem dopuszczając aborcję dziecka poczętego wskutek gwałtu, najbardziej okrutnie, bo śmiercią, karzemy nienarodzone dziecko i jego matkę, której fundujemy kolejny dramat i kolejną traumę. Myślę, że jest to zadanie tak dla instytucji państwowych, lekarzy i Kościoła, aby stworzyć taki system, w którym karę poniesie gwałciciel, a pokrzywdzona kobieta otrzyma taką pomoc psychologiczną, duchową i materialną, dzięki której będzie w stanie podjąć właściwą i dobrą dla siebie i dziecka decyzję.
  1. Co ksiądz uważa na temat księży, którzy mają kochanki i dzieci? Czy powinno się takich księży wyrzucić z kościoła, a może jednak związki księży powinny być legalne?
To pytanie w kontekście naszej rozmowy pasuje trochę jak przysłowiowy kwiatek do kożucha.

Problem księży, którzy pozostają w związkach z kobietami jest marginalny. Nie jest to jakiś powszechny styl życia moich braci, co nie znaczy, że nie występuje w ogóle i jest wykreowany przez wiejskie bigotki i mainstreamowe media. Ten problem jest i takie sytuacje się zdarzają. Szczerze współczuję ludziom, którzy znaleźli się w takiej sytuacji. Z pewnością życie w ciągłym napięciu, rozdwojeniu nie jest komfortowe i przyjemne. To zawsze jest dramat księdza i kobiety. Tym gorzej, gdy pojawia się dziecko. Wówczas mamy do czynienia z jeszcze większym dramatem. Na wyrzucenie z Kościoła, moim zdaniem, nie zasługuje nikt. Wszak Kościół, jak często podkreśla to papież Franciszek, jest swoistym szpitalem polowym, lecznicą, w której jest miejsce dla chorych, zranionych, grzesznych, którzy w Kościele mogą się nawracać i leczyć zranione grzechem serca. Kościoła potrzebują również księża. Także, a może zwłaszcza księża, którym życie się poplątało, którzy nie dochowali wierności, którzy zawiedli. Nikt z nas nie jest święty. Ksiądz także, choć więcej się od niego wymaga, ale też jest bardziej narażony na pokusy i możliwości pobłądzenia. Jako ksiądz nie jestem tutaj wyjątkiem. Mam swoje grzechy, czasem nawet bardzo poważne. Potrzebuję Kościoła, sakramentów świętych, wspólnoty moich parafian, aby pokonywać swoje słabości i grzechy, abym u końca moich dni mógł powiedzieć za cytowanym przeze mnie na początku naszej rozmowy św. Pawłem: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2Tm 4,7).

Dziękuje za wypowiedz.

Prześlij komentarz

© Colletta & Co.
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą" KRS 0000037904 Cel szczegółowy: Sylwia Kośmider 4742 - Przekaż 1%.